4.4 C
Ostrołęka
poniedziałek, 4 marca 2024 r.

Moje głupie pomysły” Bernardo Zannoni

REKLAMA

Opowieść Zannoniego przypomina bajki Ezopa, w których ludzkie przywary i problemy prezentowały zwierzęta. Ale nie o morał tu chodzi ani o przestrogę, ile o pokazanie życia w całej jego złożoności. Wspaniały debiut!” – Katarzyna Kazimierowska, magazyn Empik PasjeOpowieść Zannoniego przypomina bajki Ezopa, w których ludzkie przywary i problemy prezentowały zwierzęta. Ale nie o morał tu chodzi ani o przestrogę, ile o pokazanie życia w całej jego złożoności. Wspaniały debiut!” – Katarzyna Kazimierowska, magazyn Empik Pasje

REKLAMA
Fotograf ślubny Malwina Łuba

Ojciec umarł, bo był złodziejem. Zakradał się trzykrotnie na Pole Zò, żeby rabować, za czwartym razem człowiek go schwytał. Strzelił mu w brzuch, wyrwał kurę z pyska i przywiązał go do palika w ogrodzeniu, ku przestrodze. Ojciec zostawił swoją towarzyszkę, z sześciorgiem młodych na głowie, w środku śnieżnej zimy.

Tej burzliwej nocy patrzyliśmy wszyscy z wielkiego łóżka, jak matka rozpacza w poświacie lampy pod niskim sufitem naszej nory.

— Przeklęty Davis, przeklęty! — łkała. — Co ja teraz zrobię? Głupia kuna!

Patrzyliśmy na nią bez słowa, tuląc się do siebie z zimna. Po prawej miałem Leroya, mojego brata, po lewej Giosuégo, którego nigdy nie poznałem. Musiał umrzeć wkrótce po urodzeniu, być może pod ciężarem ciała naszej matki, kiedy położyła się, by odpocząć.

— A to drań, a to drań! — lamentowała. — I kto teraz zadba o te niczyje dzieci?

W pierwszych dniach życie było pełne wspaniałych wrażeń. Oddychało się cicho pod kołdrą, wślizgując się do krainy żywiołowych snów. Oczekując w ukryciu oczekując na wyjście w świat, było się zarazem kruchym i silnym.

— Kto o nie zadba? Kto o nie zadba? — powtarzała matka.

Podchodziła do łóżka i kładła się, podsuwając nam brzuch. Kiedy tylko zaczynałem czuć jej bliskość, przysysałem się ze wszystkich sił. Moje rodzeństwo od razu rozpoczynało bójkę. Leroy był największy, napierał ze stanowczością, siostrzyczki, Cara i Louise, grały w jednej drużynie. Najmniejszy, Otis, często musiał obchodzić się smakiem.

— Kto o nie zadba? Kto o nie zadba? — nie przestawała pytać.

Czasem czułem, jak wzdryga się z bólu, kiedy któreś z młodych zbyt mocno ją ugryzło. Giosuè sterczał nieruchomo spod jej futra.


Powieść, którą docenią wielbiciele Alberta Camusa, George’a Orwella, Małego księcia Antoine’a Exupéry’ego, Oskara i pani Róży Erica-Emmanuela Schmitta.

Książka nieprzyzwoicie utalentowanego młodego autora przygląda się naszym najskrytszym nadziejom i lękom poprzez życie dzikich stworzeń. Zannoni stworzył świat, w którym błogość i tragedię oddziela cienka linia, a jedno podąża za drugim tak nieuchronnie jak jesień za latem”. Brazos Bookstore

„Nie chciałam czytać tej powieści. Gadające zwierzęta? I o co chodzi z tą kuną? Jednak ku mojemu zdziwieniu wartka akcja i przenikliwa wrażliwość narratora Archy’ego wciągnęły mnie błyskawicznie. Opowieść o jego życiu jest jak ludzkie życie: pełna trudności, zmian, przygód i tragicznych przeciwności losu”. Lynne Sharon Schwartz, amerykańska pisarka

Książka dla szukających wytchnienia od lęku przed nieznanym. Odkrywanie śmierci wiąże się z ogromnym bólem, czy istnieje jednak bardziej ludzkie doznanie?” „Magma Magazine”


Nocą zostawiała nas i szła szukać pożywienia, za dnia spała przez kilka godzin. Czasem, kiedy znalazła jakąś cenną zdobycz, wychodziła z nory, gdy słońce stało wysoko, i wymieniała się z lichwiarzem Solomonem. Była chuda, a brzuch zwisał jej do ziemi. Gdy tak ciągnęła go w śniegu, zapewne bardzo cierpiała z zimna.

— Cicho, dzieci — upominała nas, jeśli ją zbudziliśmy. Upominała nas nawet wtedy, gdy nie spała: — Cicho, cicho.

Zaczynaliśmy mówić. I się ruszać. Pewnego ranka Leroy spadł z łóżka i zaczął chodzić w kółko, nie umiejąc wspiąć się z powrotem. Byłby umarł z zimna, gdyby matka w porę nie wróciła. Pamiętam, że zanim odłożyła go na górę, przez chwilę się zawahała, co było dla mnie niezrozumiałe. Gdyby któreś z nas znalazło się na jego miejscu, pewnie by je zostawiła. Leroy był największy i najsilniejszy.

Śnieg padał bardzo często, nawet przez kilka dni z rzędu. Pewnego razu całkiem odciął wejście do nory, mama całymi godzinami próbowała się przekopać na zewnątrz.

— Cicho, cicho! — krzyczała, kiedy ktoś biadolił z głodu.

Czasem widywałem, jak siada w kuchni i patrzy w pustkę. Gładziła wtedy wąsy i wzdychała bez słowa, jakby z kimś rozmawiała. Kiedy tak robiła, zwykłem się jej przyglądać. Czułem, że nie jest z nią dobrze, że coś się w niej rozpada, i to budziło strach.

Zanim się spostrzegłem, oczy mi się zamykały, a kiedy je otwierałem, jej już nie było.

Źródło – materiał pochodzi od wydawcy.

Czytaj więcej

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Serwis radiooko.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez internautów, gdyż należą one do osób, które je zamieściły.

REKLAMA

Ostatnie wiadomości

SPORT

POLITYKA

0
Będziemy wdzięczni za wasze przemyślenia, prosimy o komentarzex