Hala im. Arkadiusza Gołasia w Ostrołęce widziała już różne mecze, ale to spotkanie kibice zapamiętają na długo. SPS Volley Ostrołęka pokonał Orlęta Raszyn i tym samym udanie zrewanżował się za przegraną na wyjeździe 2:3. Tym razem scenariusz był zupełnie inny. Więcej kontroli, więcej spokoju i zdecydowanie więcej powodów do uśmiechu.
Od pierwszej piłki ostrołęczanie wyglądali, jakby mieli jeden cel: „oddajemy dług i robimy to z odsetkami”. Volley narzucił swoje tempo, dobrze funkcjonowało przyjęcie, a ataki raz po raz lądowały w parkiecie po stronie Orląt. Przez dłuższy czas zanosiło się wręcz na szybkie i efektowne 3:0. Takie, po którym rywal grzecznie pyta o drogę do wyjścia. No i wtedy… siatkówka przypomniała, że lubi niespodzianki. Kontuzja atakującego SPS Volley nieco wybiła gospodarzy z rytmu. Zamiast spokojnego domykania meczu, pojawiło się więcej nerwów, drobne błędy i chwila niepewności. Orlęta Raszyn spróbowały jeszcze rozwinąć skrzydła, ale tym razem Ostrołęka była czujna. Żadnej powtórki z wyjazdowego dramatu nie mogło być. Ostatecznie Volley dowiózł zwycięstwo, pokazując charakter, szeroki skład i to, że nawet pod górkę potrafi grać swoje. Rewanż stał się faktem, kibice wyszli z hali w świetnych humorach, a jedyny niedosyt może dotyczyć tego, że „mogło być 3:0, gdyby nie ta kontuzja” choć, jak wiadomo, w siatkówce „gdyby” liczy się mniej niż punkty w tabeli.
REKLAMA
Jedno jest pewne: SPS Volley Ostrołęka wysłał liderowi Orlętom Raszyn i pozostałym drużynom jasny sygnał, w Ostrołęce rewanże smakują wyjątkowo dobrze.
MVP spotkania został Damian Kwiatkowski, środkowy SPS Volley Ostrołęka.